Mamy godzinę prawie 9. Ten dzień miał być dobrym dniem ale nie będzie.
Pada deszcz, jest ciemno i idzie burza. A ja, będę musiała stać pod Galerią Krakowską i błagać ludzi o wypełnianie bezsensownych ankiet.
Notka miała być o rapie bo chciałam was zaskoczyć moją (bardzo obszerną) wiedzą na ten temat ale nie będzie. Przejdźmy do konkretów.
Jak wiadomo na chwilę obecną, jestem osobą z życiowym zastojem. Tak. Osobą bez motywacji i jakiegokolwiek celu. Znaczy się, cel jest, ciągle go pamiętam i nawet wiem jak go zrealizować tylko...tylko brak tej motywacji.
Mam problemy z podejmowaniem decyzji i kompatybilnością życiową. Boli mnie to, że mimo wszystko czuje się wybornie.
Nie mam żadnych wyrzutów sumienia ani nic. Chyba mam jakieś zaburzenia osobowości.
Widzę przez okno, że trochę się przejaśniło. Dziś mam dużo pracy i nie zamierzam się migać nawet jak przyjdzie tornado i Wisła wyleje, kurwa!
Odwiedzę wiele ciekawych placówek z którymi wiąże swoją przyszłość, mianowicie: MONAR, Zakład Karny na Monte, Centrum
Terapi Zaburzeń Łaknienia i Szkołę Normalizacji Łaknienia, kilka klubów malucha, komendę policji (JP na 100%!!!!) i liceum. Pójdę tam i będę błagać o przyjęcie mnie na praktyki. Oczywiście na komendzie błagała nie będę bo jestem JP i moje poglądy nie pozwalają mi płaszczyć się przed psiarnią. (uuu, zabrzmiało groźnie)
A w kalendarzu zapisałam sobie dziś: BĘDZIESZ NAJLEPSZYM PEDAGOGIEM NA ŚWIECIE. bo może nie jestem najlepszym studentem ale mam to w sercu i jestem bardzo wrażliwa na ludzką krzywdę. I nie przejmujcie się, jak ktoś próbuje wam wmówić, że jesteście do dupy i nigdy nie kupicie sobie sofy w ikei. Nie trzeba być drętwym, przemądrzałym i brzydkim politykiem, wszędobylskim dziennikarzem czy lekarzem (po znajomości) by być fajnym i coś wartym! A sofa z ikei wcale nie jest wskaźnikiem prestiżu. Właśnie próbuję wam wytłumaczyć czym jest afirmacja, samospełniająca się przepowiednia i pozytywne myślenie.
Pan z wami!
Pozdrawiam, Siostra Samo Zło.
w dżinsach i w swetrze
czwartek, 21 października 2010
środa, 20 października 2010
od nowa.
Wróciłam. Pewnie myśleliście, że wpadłam w głęboką depresje a może nawet już umarłam ze smutku? No ale nie. Na szczęście skończyły się już noce napuchłe od esemesów i poranki z napuchniętymi od płaczu oczami. Oddycham. Żyję. Dalej jaram się Majką i co tydzień zmieniam kolor włosów. Przebrnęłam sesję a więc dalej jestem studentką. Już nie mam mani sprzątania, dalej niezdrowo się odżywiam ale za to systematycznie chodzę na treningi. Częściej sprzątam w szafkach, nie wydaje dużo hajsu na ubrania, oszczędzam. Już nie ubieram się krzykliwie i nie krzyczę. Często gapie się w sufit i pytam siebie "Co dalej?". Nie zostałam feministką ale częściej warczę i bywam cyniczna. Przecież mam do tego prawo. A żeby mnie zdobyć nie wystarczy być łysym ciemnookim przystojniakiem, który potrafi się bić. Dalej prowadzę nocne rozmowy z Majsim o rapie. Taka nasza zajawka. Wkrótce zostane najlepszym pedagogiem na świecie. Pędzę dobre życie a nawet bardzo dobre życie.
sobota, 20 marca 2010
czasem bas jebnie w nas
Weekendy to czas najlepszych imprez na mieście...i zajęć na uczelni. Nie jestem notoryczną imprezowiczką, która do domu wraca bez majtek i sika w krzakach bo nie potrafię tego pogodzić (nie chodzi mi o gubienie majtek, bo to nie w moim stylu, raczej o wytrzymaniu 3dni bez snu)
W ten weekend jednak musiałam się poświęcić. Dość długo czekałam na ten dzień, nie-wiedzieć czemu.
Sobotę zaliczamy do udanych. Koncert na 100% za co wielkie dzięki Piotrowi i Mareczkowi :) Tyle fajnego że chciałabym to opisać ale brakłoby miejsca. :) After u Mamy trochę mniej udany przez dość wysokie obcasy ale to nic. Nie poszłam na uczelnie. Rozpoczynanie dnia o 14nastej jest straszne. "I chuj" pomyślałam, a myśle raczej zwięźle. Warto było! Aż chce się powiedzieć LUBIE TO! O tak. Melanż był sporą wyrwą w naszych poukładanych życiorysach.
W ten weekend jednak musiałam się poświęcić. Dość długo czekałam na ten dzień, nie-wiedzieć czemu.
Sobotę zaliczamy do udanych. Koncert na 100% za co wielkie dzięki Piotrowi i Mareczkowi :) Tyle fajnego że chciałabym to opisać ale brakłoby miejsca. :) After u Mamy trochę mniej udany przez dość wysokie obcasy ale to nic. Nie poszłam na uczelnie. Rozpoczynanie dnia o 14nastej jest straszne. "I chuj" pomyślałam, a myśle raczej zwięźle. Warto było! Aż chce się powiedzieć LUBIE TO! O tak. Melanż był sporą wyrwą w naszych poukładanych życiorysach.
piątek, 5 marca 2010
myśli zasypane piaskiem.
Mieszkanie na Palacha chyba zaczyna mi się podobać. Oprócz tego zła tutaj dostrzegam też pare dobrych rzeczy, po 7 miesiącach. O Jezu, to już tyle? ..i tak cud, że żyłam w miare spokojnie, że nie zachorowałam na astmę z tego syfu. Co prawda dalej nie mogę przyzwyczaić się do tej małej kuchni ale myślę, że podołam robić w niej zajebiste kotlety ryżowe i pomidorową.
Bordowe zasłony wciąż przymulają ale umycie okien i tak sprawiło, że świat wydał się piękniejszy. Niebo wcale nie jest zachmurzone, ma przepiękny, wiosenno- błękitny kolor a Kajtuś- pies sąsiadki z 3 piętra wcale nie jest czarny....tylko szary!!!
Morał taki, że trzeba sprzątać częściej a nie tylko wtedy kiedy odwiedzają nas nasi mężczyźni.
Ale teraz sprzątanie będzie łatwiejsze. Planujemy kupić mopa no i mamy fajny odkurzacz.
Oldschoolowy zelmer, znalazłam go dziś w szafce pod telewizorem....chyba pamięta czasy Adolfa. Jest super. Nagrzewa się po 2 minutach i jest w kolorze sraczki.
Zabytek. Stawiam go zaraz obok moich ukochanych air maxów, żółtych garbusów, volkswagenów T2, winyli z dźwiękami Perry'ego, zielonej ręcznej wiertarki i Darkowego różowego roweru Ukraina, którym mogłabym śmigać 7 kilometrów na uczelnie.
No ale mimo sraczkowatego koloru i szybkiego nagrzewania się Zelmer nieźle ciągnie syf i nie muszę nosić kapci :)
Jak za dzieciaka. Lubie to!
Teraz dopiero czuje ten stary Kraków.
Zalany przez sąsiadów sufit,wygląda jak osikany, stare zapychające się rury, meblościanka z Rosji, amerykanka wykorzystana już przez 10 pokoleń.
Jeszcze tylko nazwać blok kamiennicą, dorzucić zapach pierogów z cebulką i mamy śródmieście!!!
Grunt to sobie wkręcić.
No...a jak cudownie, kiedy głos Grubsona niesie się po całej klatce.
Lubie to. Choć pewnie pan dozorca troche mniej ;)
_____
Nagrywki u Dylalalalalaaaa W Katowicach zawstydzą Fandango gang :)
A w Krakowie? W Krakowie szukamy gitarzysty który zagra nam reggae. :)
Bordowe zasłony wciąż przymulają ale umycie okien i tak sprawiło, że świat wydał się piękniejszy. Niebo wcale nie jest zachmurzone, ma przepiękny, wiosenno- błękitny kolor a Kajtuś- pies sąsiadki z 3 piętra wcale nie jest czarny....tylko szary!!!
Morał taki, że trzeba sprzątać częściej a nie tylko wtedy kiedy odwiedzają nas nasi mężczyźni.
Ale teraz sprzątanie będzie łatwiejsze. Planujemy kupić mopa no i mamy fajny odkurzacz.
Oldschoolowy zelmer, znalazłam go dziś w szafce pod telewizorem....chyba pamięta czasy Adolfa. Jest super. Nagrzewa się po 2 minutach i jest w kolorze sraczki.
Zabytek. Stawiam go zaraz obok moich ukochanych air maxów, żółtych garbusów, volkswagenów T2, winyli z dźwiękami Perry'ego, zielonej ręcznej wiertarki i Darkowego różowego roweru Ukraina, którym mogłabym śmigać 7 kilometrów na uczelnie.
No ale mimo sraczkowatego koloru i szybkiego nagrzewania się Zelmer nieźle ciągnie syf i nie muszę nosić kapci :)
Jak za dzieciaka. Lubie to!
Teraz dopiero czuje ten stary Kraków.
Zalany przez sąsiadów sufit,wygląda jak osikany, stare zapychające się rury, meblościanka z Rosji, amerykanka wykorzystana już przez 10 pokoleń.
Jeszcze tylko nazwać blok kamiennicą, dorzucić zapach pierogów z cebulką i mamy śródmieście!!!
Grunt to sobie wkręcić.
No...a jak cudownie, kiedy głos Grubsona niesie się po całej klatce.
Lubie to. Choć pewnie pan dozorca troche mniej ;)
_____
Nagrywki u Dylalalalalaaaa W Katowicach zawstydzą Fandango gang :)
A w Krakowie? W Krakowie szukamy gitarzysty który zagra nam reggae. :)
niedziela, 21 lutego 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)